Prolog

Młoda, jasnowłosa kobieta mknęła przez zatłoczone ulice Londynu. W krótkiej, ołówkowej spódnicy i na niskich obcasach gnała do szpitala. Bowiem była to ciężarna, dwudziestko-dziewięcioletnia kobieta. Wpadła z impetem do holu głównego oznajmiając pielęgniarki o zaistniałej sytuacji. Te natychmiast podbiegły do niej  z wózkiem inwalidzkim i zabrały ją do sali po drodze spisując dane pacjentki.
******
Kilka godzin później trzymała swoją nowonarodzoną córeczkę w ramionach. Mała miała ciekawskie spojrzenie, które badało każdy, najmniejszy szczegół pokoju. Jej małe rączki zaciśnięte były w piąstki, a różowiutkie usteczka otwierały się i zamykały, zupełnie tak, jakby chciała coś powiedzieć.
Nie minęło kilka chwil, a ojciec dziecka pojawił się w drzwiach. Wziął na ręce swoje maleństwo i dał odpocząć żonie.
-Jak chcą państwo nazwać swoje dziecko? – spytała pielęgniarka.
-Amelia.- oznajmili zgodnie.
-Piękne imię. Amelia Saetre witaj na świecie- zaśmiała się położna.
******
Mała Amelia rosła jak na drożdżach. Jej oczy z czasem przybrały głęboki, brązowy kolor, a włosy ciemno-kasztanowy. Dziewczynka poszła do szkoły w wieku 7 lat. Niestety nie cieszyła się zbytnio w niej popularnością. Była raczej tzw. "popychadłem". Rówieśnicy wyzwali ją i się z niej naśmiewali, bo nosiła aparat na zęby i dobrze się uczyła, miała zapewnione kilka dodatkowych lekcji m.in. lekcję wokalu, gry na pianinie, bądź gitarze. Dziewczynce z początku było smutno, ale z czasem przestała się tym przejmować i przywykła do tego. Z resztą to nie tak, że młoda Saetre nie miała przyjaciół, jednym z nich była jej młodsza o trzy lata siostra- Maya. Urocza blondynka z milionem piegów na twarzy. Miała jeszcze jednego najlepszego przyjaciela- syna sąsiadów, z którym się wychowywała. Był on o rok starszy od Amelii i opiekował się nią tak jak własną siostrą, z resztą tak samo było z Mayą. Często spędzali razem czas bawiąc się na pobliskim placu zabaw, czy w ogrodzie Państwa Saetre. Lecz pewnego dnia Matthew zniknął, rodzice tłumaczyli dziewczynkom, że wyjechał do szkoły z internatem. Te niestety czy chciały, czy nie musiały się z tym pogodzić.


Wiele osób z rodziny uważało Amelię, jako wzór dla ich dzieci do naśladowania, jako idealną córkę i dobrą uczennicę. Wiele z nich porównywało ją do porcelanowej laleczki, bali się o nią niesamowicie. Była ich perełką w rodzinie. Tymczasem, jak to często bywa prawda była zupełnie inna od oczekiwań rodziny. Gdy nikt nie patrzył tata Amelii zabierał ją na mecze boksu i zapasów. Uczył ją jeździć na moto-cross’ie, co często skutkowało siniakami i niewielkimi kontuzjami, które mama dziewczynki przyjmowała z dystansem. Młodsza Saetre nie lubiła sportów ekstremalnych, wolała spokojnie pośpiewać sobie pod nosem, czasem potańczyć, gdy nikt nie widział. Jednak razem z siostrą bawiła się cudownie śpiewając, a raczej krzycząc słowa kolejnych piosenek, gdy rodziców nie było w domu. Amelia z dumą przyznawała, że jej młodsza siostra ma głos niczym anioł.
******
Amelia Saetre wiodła spokojne i beztroskie życie, czerpała z dzieciństwa tyle ile mogła, lecz w jednej chwili cały jej świat zmienił się nie do poznania.


Witajcie kochani! Chciałabym was powitać w nowej produkcji, bo książką tego nie nazwę. Jak się domyślacie fan-fiction jest o Huncwotach. Zanim jednak przejdę do konkretów, chciałabym was zaprosić do innych zakładek m. in. "Kartoteki Filcha", gdzie będziecie mogli zapoznać się z nasymi bohaterami. Dobrze, a teraz formalności. Rozdziały będę pojawiały się w środy, co tydzień, około godziny 15.  
Pozdrawiam Huncwotka.

Komentarze